ingiss blog

Twój nowy blog

Ciężko stąd odejść tak naprawdę i na zawsze zamilknąć.

Tyle czasu minęło. A tak niewiele się zmieniło. Mój Piwnooki nadal jest niebieski. A ja nadal jestem obok. Trafiają się farsy i tragedie. Nie zmienił mi się stan cywilny. Ciągle nie zmieniło się wykształcenie. Wiek się zmienił, metryka nie kłamie. Ale wciąż jestem piękna, młoda i zdolna!:).
Czas leci o wiele szybciej niż jeszcze dwa, trzy lata temu. Ciężko złapać piękne chwile i zamknąć w słoiku. Uciekają gdzieś w niebo i na zawsze tracą ostrość. Ludzka pamięć jest zawodna. Walczę z tym za pomocą kiepsko aparatu fotograficznego. Wiem, że za dziesięć lat zapomnę nazwisk i imion. NIe da się nic zapisać na odwrocie .jpg. Ani daty, ani nazwisk. Trochę mi żal starych dobrych albumów ze zdjęciami. Czy ktoś je jeszcze ma? Opisuje i wkleja tam zdjęcia?
Co jeszcze się zmieniło? Ludzie wokół. Oni zmieniają się zawsze najszybciej. Ale chciałabym, żeby ci, którzy teraz są, zostali jak najdłużej.
Chyba jest zupełnie nieźle.

Żyjemy wszyscy obok siebie. W ciągłym biegu. Bez zatrzymywania. Bez przerwy. Bez spoglądania na innych.
Do biegu. Gotowi. Start!

Potem nie rozumiemy. Nie godzimy się na rzeczywistość. Jest zbyt przerażająca i mroczna. Nie pomyśleliśmy, że coś może się zdarzyć. A zdarza się. I krzyczymy. I płaczemy. I nie wierzymy. Szukamy winnych. Ale to nic nie zmieni.

Ile tajemnic kryje w sobie każdy człowiek? O czym myśli, gdy wieczorem gaśnie światło i świat traci ostrość? Czego pragnie? Co osiągnął? A czego osiągnąć mu się nie udało? Kim chciał być? A kim został? O czym marzy? W jakiej barwie widzi świat?

Mijamy się. W biegu. Zapominamy, że poza tą gonitwą jest coś jeszcze. A potem jest za późno. Za późno na cokolwiek. I wówczas przychodzi refleksja, że nie powinniśmy tak żyć. Dopiero wtedy.

Ktoś nie zwrócił uwagi. Nikt nie podejrzewał. Nic nie wskazywało. Grupa ryzyka.

A potem zlecą się media. Rozszarpią pazurami czyjeś nieszczęście. Głupie teorie. Głupie komentarze. I za dużo słów. Zawsze za dużo słów.

Niepotrzebnych.

Życzę Wszystkim (w tym sobie), żeby z okazji Świąt Wielkanocnych szybko przyszła do nas Wiosna!

Pociąg Lublin-Warszawa (i powrotny) jeździ co godzinę. Najwyżej co kilka godzin. Do tego milion mikrobusów, które trasę pokonują z przerażającą prędkością. Lublin i Warszawę dzieli od dwóch i pół do trzech godzin. Kiedyś to było dla mnie za daleko. Teraz czasoprzestrzeń uległa jakimś dziwnym zmianom. Warszawa jest blisko.

Nie ma pociągu Lublin-Szczytno. To by było za proste. Są trzy pociągi: Lublin-Warszawa Wsch.,
Warszawa Wsch.-Olsztyn Gł.,
Olsztyn Gł.-Szczytno (podmiejski).
Podróż trwa ponad siedem godzin. I rozpoczyna się o 4:05. Z powrotem dochodzi jeszcze przesiadka w Iławie.

*

Nie ma rzeczy z gruntu niemożliwych. Są tylko takie, na które jeszcze nie odnaleziono sposobu.

Ode mnie zależy czy Szczytno jest daleko, czy blisko. Czy da się tam pojechać i wrócić, by zdążyć w poniedziałek na ósmą do pracy. Nie od pociągów. Nie od kilometrów. Tylko ode mnie. Od nas.

Ważny jest cel podróży a nie podróż sama w sobie.

Są gorsze rzeczy na świecie niż pół roku rozłąki i czterysta kilometrów.

*

Czytałam gdzieś, że Mazury słyną z rozbudowanej bazy noclegowej. To plotki. W sezonie letnim, być może, jest inaczej, ale znalezienie kwatery zimą graniczy z cudem.

W Szczytnie na początku była tylko WSPol. Potem znalazłam jeszcze dużo drogich hoteli. Mam średnie wykształcenie i płaci mi budżet państwa. Nie stać mnie na hotel.

W Olsztynie są kwatery. Przyjemne, czyste, schludne i z dobrą opinią wśród odwiedzających. Ceny też przyjemne. Zwłaszcza w lutym. Nie znam nikogo, kto by w lutym jeździł w tamte okolice. Olsztyn jest przepiękny. Przynajmniej latem.

*

A co ludzie powiedzą, to nie mój kłopot. Niech mówią, co chcą. Konstytucja nam gwarantuje wolność myśli i wolność słowa. Nie mam zamiaru tych wolności ograniczać we własnym zakresie.

Olsztyn kocham. Piwnookiego też kocham. Stanowimy niezłe trio!

Nikt mi nie wytłumaczy, że to głupie, bez sensu i się w ogóle nie opłaca. Nie ma miłości na odległość. Na odległość się dziczeje i zapomina. I czasem nie można już dalej razem być. Bo łatwo zapomnieć i stać się zupełnie obcym. Są rzeczy, które nie mają substytutów. Esemesy i rozmowy telefoniczne częściej są źródłem kłótni niż czegokolwiek innego.

Tego ogniska, do którego dorzucamy drzewo już pięć lat, nie da się zgasić tak łatwo. Przynajmniej dopóty, dopóki dbamy, by się paliło. Jeśli zostawimy je same sobie… Cóż.

*

Bilet PKP w obie strony – ok. 100zł
Nocleg w pokoju 2 os. na kwaterze (sobota/niedziela) – ok. 50-60zł
Do tego komunikacja miejska i jedzenie.
Koszt całkowity wycieczki – ok. 200-250zł

*

Pieniądze to tylko pieniądze. Dobrze, że przynajmniej czasami da się je zamienić na odrobinę szczęścia.

To nie były słone łzy ze strachu, że nie damy rady. Że nie wytrzymamy. Że będzie źle. Że coś pójdzie nie tak. Że noga się gdzieś powinie. Chociaż czasem będzie źle i nie wszystko będzie szło idealnie.
Widzisz, kobiety policjantów tak naprawdę płaczą. Wtedy, gdy nikt nie patrzy. A ja nie umiem kłamać. Nie chciałbyś odjechać, nie widząc wcześniej moich łez. Czasem są potrzebne. Nie wszystko da się powiedzieć. Jest jeszcze milion rzeczy, które trzeba poczuć. I nie trzeba być zawsze opanowanym, perfekcyjnym profesjonalistą. Bo ty wiesz, że ja wiem.

Ot, odjechałeś strupiałym jelczem. Świat się nie zawalił. Poszłam do pracy i przy odrobinie szczęścia wytrzymam tu do czternastej, nie robiąc przy tym szkody firmie.

Odjechałeś. I jak zwykle nie pomachałam ci chusteczką na pożegnanie. Bo tam się nie zabiera swoich miłości. Tak jest lepiej. Masz rację. Nigdy nie pozwoliłeś odprowadzić się dalej niż do wejścia na dworzec. A ja nigdy nie protestowałam.

Udajemy znacznie silniejszych, pewnych siebie niż w istocie jesteśmy. I to czyni nas silniejszymi.

Wszystko jest tak, jak miało być. Idealnie.

Czas zacząć odliczać w drugą stronę.

Sto osiemdziesiąt kilometrów.
Trzysta sześćdziesiąt kilometrów.
Pociąg jedzie dłużej. Warmia jest ładniejsza niż Warszawa. Pół roku to krócej niż rok.
Tak naprawdę to nie ma znaczenia, prawda?

Wybraliśmy drogę nad przepaścią, chociaż oboje mamy lęk wysokości. Tacy właśnie jesteśmy. I nigdy nie będziemy inni.

Wciąż wszystko jest w naszych rękach. Nasze życie. Nasze marzenia. Nasze lęki. My rozdajemy karty. I my wygramy. Bez oszustwa. Nie lubimy przegrywać.
Mogliśmy szlajać się po studenckich imprezach. Pić i tańczyć do białego rana. Bez trosk. Bez myśli. Po prostu. Bo młodzi, to mogą. Bo nie mają obowiązków. Bo mają zdrowie. Bo lubią się bawić.

Zrezygnowaliśmy z tego dobrowolnie. I już nie będzie czasu, by do tego wrócić.
Tak miało być, prawda? To był nasz wybór. Nie „tak wyszło”.

Jeszcze się przekonamy, ile to kosztuje łez. Ile nerwów. Ile nieprzespanych nocy. Ile tęsknoty. A potem się okaże, że to nie ma znaczenia. Bo i tak warto. Bo i tak się uda.

Można ryczeć przyszywając guzik. Można pakować mundur do torby i nie płakać. To też jest miłość. Bardzo prozaiczna. Ale ważniejsza niż tysiąc słów.

Warto.
Mimo wszystko.

Kiedy postanawiasz być z kimś, musisz mieć siłę wziąć na swoje barki wszystkie jego troski. Niespokojne noce. Poszarpane myśli. Musisz mieć siłę, by to wszystko zabrać i nieść, kiedy ta druga osoba nie będzie miała siły. Musisz mieć odwagę, by stawić czoła czemuś, czego nigdy nie uda ci się poznać do końca. Bo nie da się tak poznać drugiego człowieka.

Tak naprawdę wszystko wróciło do normy. Wszystko jest na swoim miejscu. Tyle tylko, że przez ostatni rok wmawialiśmy sobie, że norma jest zupełnie inna.

Poradzimy sobie. Dojdziemy tam, gdzie mieliśmy dojść. Bo my po prostu nie umiemy się poddać. Jak padamy na twarz, to i tak za chwilę się podnosimy. Odruch bezwarunkowy. Przeżyć. Być szczęśliwym. Do szczęścia nie trzeba wiele.

Nie dotarło to jeszcze do ciebie, do mnie ani do nas. Ale już jest faktem. Niech ten mundur nie stanie się przekleństwem, tylko źródłem satysfakcji. Niech ci się dobrze nosi;). I pamiętaj, że ty masz rację, nie oni. Za to, co myślisz, nie za to, co każą ci myśleć, ludzie będą cię szanować.

Trzeba chronić dobro, które nosi się w sercu. Niezależnie od sytuacji i rozkazu.

Księżyca jest pół. Ledwo trzyma się nieba. Nisko wisi. Dotyka chyba dachu wieżowca. Zobaczysz, urwie się i spadnie nam na głowy.

Nieprzespane noce. Skoki ciśnienia na dźwięk dzwonka komórki. Łażenie w tę i z powrotem od przychodni do przychodni, do komendy, do banku, do KRK i licho wie gdzie jeszcze. Złość. Nerwy.
Chciałoby się powiedzieć – opłaciło się. Chciałoby się powiedzieć – świat stoi otworem.
Chciałoby się powiedzieć – marzenie zaczyna się spełniać.
A ja poczułam w jednym momencie, jak wielki kamień spada mi z serca, a kolana robią się miękkie – niepokój.
A ty? A ty też masz wątpliwości.
Za dużo myślimy. Zobaczysz, księżyc spadnie nam na głowy.
Pewne jest jedno – jestem dziewczyną policjanta. Znowu.
I na pewno będą szczęśliwi. I dziewczyna, i policjant. Oni nawet ten księżyc przykleją superklejem, żeby nie spadał. Bo oni już tak mają, że lubią najpierw wybierać najtrudniejszą drogę, a potem marudzić, że ciężko iść.

Niech się dzieje wola nieba.

Nie będę walczyć. NIE BĘDĘ WALCZYĆ, do jasnej cholery. Z niczym.

Naprawdę ważne są szczegóły. Kolor nieba. Zapach jesieni. Mgła. Spadające na głowę kasztany. Żółte liście. Szary asfalt. Rudy kot. Zardzewiałe ogrodzenie. Czerwony dach. Brudny autobus. Dzieciak umazany czekoladą. Pani ze złamanym obcasem. Staruszek na rowerze.

Nie jest ważne, że buty już przemokły, dżinsy są ubłocone. Nie jest ważne, że wiatr potargał parasolkę, a deszcz wciąż pada. I to, że prawdopodobnie będzie z tego niezłe przeziębienie, też nie jest istotne. Miłość wygrywa 5:0. Miłość zawsze wygrywa.

Biegniemy przez życie. Szybko. Żeby nie zostać w tyle.
Zbieramy papierki. Im więcej, tym lepiej. Papierek czasem otwiera drogę do spełnienia marzeń.
Liczymy monety. Zawsze za mało. Pewnie i tym razem nie wystarczy na szczęście. Nigdy nie wystarcza.
Popełniamy błędy. Ponosimy porażki. Odnosimy sukcesy. A potem się okazuje, że tak naprawdę, to żadne sukcesy.
Marzymy. I wierzymy. I te marzenia żyją. Wracają. I są. Czasem się zmieniają. Czasem istnieją niezmienione. Czasem się spełniają. A czasem nie. Boimy się marzyć, ale jeszcze bardziej boimy się żyć BEZ marzeń.

Trzeba kochać. Szanować. Cieszyć się. Trzeba się czasem zatrzymać. Porozmawiać. Przytulić się na środku ulicy. Czasem trzeba ustąpić i iść na kompromis. Innym razem trzeba coś wyperswadować, nakrzyczeć.
Najważniejsze jest CZUĆ. Nie tylko IŚĆ. CZUĆ to ŻYĆ.


  • RSS